Playlista

niedziela, 14 września 2014

Rozdział III: Versace.

Czułam się dziwnie słuchając tych niestworzonych historii, które opowiadał mi nieznajomy. Jednak z każdym słowem wydobywającym się z jego ponętnych ust poznawałam go lepiej. Słuchając o tych aniołach, o skrzydłach, Innym Wymiarze, Zaświatach.. w głowie miałam mętlik. Czy to wszystko na prawdę istnieje? Czy są odległe miejsca we wszechświecie, w których istnieją takie.. majestatyczne istoty jak Anioły? Gdzie to wszystko się mieściło? Prawda, wszechświat jest wielki ale mimo to nie potrafiłam sobie wyobrazić ile jeszcze Innych Wymiarów dałby radę pomieścić. Nigdy dotąd nie zdawałam sobie sprawy, że istnieje ktoś poza naszym gatunkiem, poza ludźmi. Czy ufo też istnieją? Latają wielkim talerzem i porywają ludzi na środku pola zboża, zostawiając jakieś dziwne znaki? Do licha ciężkiego! Przecież to było absurdalne. Nabijał się ze mnie. Kimkolwiek był ten Jared, chamsko się zachował nabijając się ze mnie. Spojrzałam na niego jak na totalnego wariata i wydukała nie bardzo wiedząc co dokładnie wymawiam.
- Nie jesteś Aniołem. Anioły mają skrzydła.
Namiastka uśmiechu błąkająca się w kącikach jego ust przyprawiła mnie o zawrót głowy i przyjemne dreszcze. Gdy wstał, wydawał mi się taki wielki, majestatyczny i wspaniały. To co nastało po tym jak wstał sprawiło, że zaczęłam wierzyć we wszystko. Rozciągnął swoje skrzydła, których objętość była niesamowicie ogromna. Ściany tego pokoju nie były ich w stanie pomieścić, więc trzymał je dziwnie ściśnięte. Były białe, jednak mieniły się też złotą poświatą idealnie komponującą się z jego złotymi pierścieniami wokół źrenic. Bajerancko, miałam swojego Anioła Stróża, czego chcieć więcej? W mojej głowie zaczęły powstawać obrazy, nad którymi zatraciłam całkowitą kontrolę. Mianowicie były to obrazy przedstawiające Jareda, który trzyma mnie w ramionach zamykając nas w kokonie swych skrzydeł, które muskały moją nagą skórę. Otrząsnęłam się ze swych nieczystych myśli, gdy zadał mi pytanie, na którym zmuszona byłam skupić uwagę.
- Teraz mi wierzysz?
Zwinął swoje skrzydła i znów wyglądał jak zwyczajny mężczyzna. To wszystko było szalenie super. Czy jeśli ma skrzydła, to może latać gdziekolwiek chce? Nie ma ograniczeń? Ciekawa byłam jak to było latać na własnych skrzydłach. W życiu tylko raz unosiłam się w powietrzu, mianowicie wtedy kiedy leciałam helikopterem. Ale wiedziałam, że latanie na własnych skrzydłach było najlepszym uczuciem świata. To przecież wolność. Spojrzałam na niego z ukosa i zadałam kolejne pytanie. Do licha, muszę z nimi przystopować.
- Dobra, ale przed czym masz mnie chronić w takim razie? Zesłali Cię tu, ponieważ..?
Uniosłam w górę brwi i w oczekiwaniu jego odpowiedzi, wstałam i przeszłam parę kroków by znaleźć się za nim. Chciałam zobaczyć gdzie znalazły się jego skrzydła. Zauważyłam jak odwrócił głowę i spojrzał przez ramię na moją twarz, odpowiadając przy tym.
- Wytwarzasz niezidentyfikowany dla mnie silny rodzaj energii. Jest czysta, nieskazitelna bez żadnej rysy. Jesteś czysta.
Na jego słowa chciało mi się śmiać. Z braku lepszych odpowiedzi, wyrzekłam pierwsze co mi przyszło na myśl i byłam pewna, że zrobiłam z siebie idiotkę.
- O.. Czysta to ja na pewno nie jestem.. znaczy, mam na myśli..
Zaplątałam się w słowach a mężczyzna zaśmiał się sprawiając tym samym, że poczułam znajome ciepło na swych policzkach, które oznaczało tylko znienawidzone rumieńce. Po jego następnych słowach wybałuszyłam na niego oczy jednocześnie rumieniąc się już całkowicie.
- Powinnaś też wiedzieć, że czytam w myślach. I widzę obrazy.
Do licha ciężkiego!
- I nie mogłeś powiedzieć mi o tym od razu?!
Wybuchłam czując jak otacza mnie jakaś otoczka ochronna. Bardzo cienka, błyszcząca się srebrną poświatą. Mogłam ją też zauważyć. Rozglądnęłam się i nie myliłam się, otaczała mnie jakby chcąc mnie chronić. Spojrzałam na Jareda, którego mina wyrażała całkowite zdumienie. Nie inaczej było z jego wybałuszonymi na mnie oczami, które wyrażały zdumienie i niedowierzanie. Czułam się jak główna atrakcja w cyrku, nie powstrzymało mnie to jednak przed natłokiem pytań.
- Co to jest? Jared, co Ty mi robisz? Co do licha.. Czuję w tym jedynie dobro, czuję jakby zło całego świata nie mogło mnie tu dotknąć.. Co to jest?
Straciłam nad tym kontrolę, o ile jakąś miałam, i błyszcząca na srebrno otoczka zniknęła. Czułam się psychicznie bardzo wyczerpana. Jared długo się zastanawiał nad tym co spytałam. Jego oczy stały się nieobecne, wywracając się tak, że teraz widoczne były jedynie białka jego oczu, które bezustannie drgały. Był to widok tak fascynujący a zarazem straszny, że musiałam odwrócić głowę. Gdy poczułam westchnienie, pozwoliłam sobie spojrzeć na Jareda i zobaczyłam obok inną postać. Odskoczyłam do tyłu jak oparzona czując, że srebrna otoczka znów się pojawia, zupełnie jakby chciała mnie chronić.
- Fascynujące..
Wymruczał nieznajomy, którego głos poraził mnie bardziej niż głos Jareda. Cholera, czy każdy z tych nadprzyrodzonych dupków zakłócających moją pełną problemów egzystencję musiał mnie nawiedzać? Nieznajomy podszedł do mnie a gdy dotknął otoczki, wytrzeszczyłam swoje oczy nie wierząc temu, co właśnie się stało. Gdy jego skóra dotknęła srebrzystej powłoki rozległo się skwierczenie przypalonego mięsa. Sprawiło to, że nieznajomy odskoczył. Miałam ochotę się triumfalnie uśmiechnąć.
- Zdumiewające! Czegoś takiego jeszcze nie widziałem, choć nieraz opowiadano mi historię o tym. Versace Forsythe, jesteś dla mnie ogromną zagadką.
Otoczka zniknęła gdy straciłam koncentrację nad tym co się dzieje. Wówczas nieznajomy podszedł do mnie i jego palce musnęły mój policzek przyprawiając mnie o dreszcze i zawrót głowy. Słyszałam zniecierpliwione i groźnie brzmiące chrząknięcie Jareda, a gdy pojawił się w polu mojego widzenia zauważyłam czającą się złość w jego oczach. Nie podobało mu się to, że nieznajomy mnie dotykał. Odepchnęłam jego rękę i cofnęłam się.
- Nie waż się mnie dotykać, idioto.
Mruknęłam cicho pod nosem a on przekrzywił głowę. Jared uśmiechnął się łobuzersko. Po chwili nie było u już do śmiechu, gdy nieznajomy rozłożył swoje skrzydła. Jego oczy zapłonęły, gdy wypowiadał słowa, po których na moim ciele pojawiła się gęsia skórka.
- Jestem Alexander, Lider Aniołów stojących po stronie dobra w Innym Wymiarze. Okazuję Ci szacunek więc sam na niego zasługuję, młoda damo. Spotkamy się jeszcze, bądź tego pewna.
Po tych słowach zniknął a ja stałam w kompletnym osłupieniu, gapiąc się na pustą przestrzeń gdzie jeszcze chwilę stał Alexander. Nie zdawałam sobie sprawy, że mam otwartą buzię dopóki Jared do mnie nie podszedł i nie uniósł mojego podbródka do góry. Czy ten dzień mógłby się już skończyć? Jak bardzo jeszcze moje życie będzie wywrócone do góry nogami? Chciałam się obudzić z tego snu. Problem w tym, że nie mogłam ponieważ to nie był sen. Cholera!

***
I'm back! 

sobota, 14 września 2013

Plejlista heloł.

No więc moje drogie Robaczki dodałam playlistę! Nie uruchamia się ona sama, sami możecie wcisnąć przycisk odtwarzania. Uznałam, że tak będzie najprościej. Jeśli nie będziecie chcieli muzyki to jej nie będzie a jeśli będziecie chcieli to sobie włączycie, zdolna ja of koz. W sumie to tyle chciałam powiedzieć.



Pink flafi junikorn densing on rejnboł *.*

piątek, 13 września 2013

Rozdział II: Jared.

Gdy się ocknęłam leżałam w bezruchu na czymś miękkim, wyraźnie to czułam. Sofa czy łóżko, cokolwiek to było, tak przyjemnie zapadało się pod moim ciężarem gwarantując totalną wygodę. Nie odważyłam się otworzyć oczu, bałam się co ujrzę. Przed przesłoniętymi powiekami oczyma widziałam wyraźnie obrazy, które ukazywały mi co wydarzyło się chwile temu. A może kilka godzin temu? Nie wiedziałam ile byłam nieprzytomna. Jedyne co mnie interesowało to to czemu ten nieznajomy mężczyzna o pozłacanych oczach miał mnie chronić. I co gorsza: przed czym? To było podstawowe pytanie i chciałam na nie poznać odpowiedź mimo strachu, który kotłował się w moim organizmie. Przełamując bariery, powoli uchyliłam swoje powieki jednak zaraz z powrotem zamknęłam je gwałtownie gdy rażące, białe światło musnęło moje oczy. Spróbowałam raz jeszcze, powoli, ostrożnie by snop jasnego światła ponownie nie przyprawił mnie o ból oczu. Otwierając je szeroko, usiadłam niepewnie i rozglądnęłam się wkoło. Nigdy nie byłam w tym miejscu. Wokół mnie panował nieład typowy dla nastolatka. Tyle, że był nieco inny niż powinien być. Przy ścianie na przeciwko wielkich okien stały dwa regały imponujących rozmiarów a na nich poukładane i porozwalane byle jak najróżniejsze stosy książek. Jestem pewna, że było ich ponad kilka tuzinów. Następne co rzuciło mi się w oczy to wielkie, czarne i lśniące pianino. Było najbardziej zadbane z całego pomieszczenia, dokładnie wyczyszczone. Nawet klawisze połyskiwały swym blaskiem w świetle słońca padającego przez otworzone na oścież wielkie okno. Ostrożnie postawiłam swoje stopy na brązowym głębokim, puchatym dywanie, który idealnie komponował z panelami koloru plażowego piasku i postąpiłam dwa kroki naprzód i gwałtownie się zatrzymałam czując, że ktoś na mnie patrzy. Zagryzając niemal do krwi swoją dolną wargę odwróciłam się powoli domyślając się kogo zobaczę. Nie myliłam się.
- Dzień dobry.
Odezwał się. Nic nie odpowiadając zacisnęłam usta w wąską linię starając się nie myśleć o tym jak nęcący i uwodzicielski jest jego głos. Śledziłam dokładnie jego wolne i ostrożne ruchy gdy niósł mi tacę z posiłkiem. Bomba! Śniadanie do łóżka. Szczerze tego nie znosiłam. Gdy postawił tacę na stole usianym masą najróżniejszych gazet, moja pozycja nie zmieniła się. Wciąż stałam tak samo sztywno z zaciśniętymi non stop wargami. Podszedł powoli do mnie i posłał mi swój zniewalający uśmiech. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego twarz. Był niesamowicie przystojny. Ciężko było mi go opisać. Był po prostu.. Jakby udoskonalony w programie graficznym. Usiadł na kanapie i znów się odezwał, nieco jakby zrezygnowany.
- Żeby mi zaufać, musisz mnie poznać.. Usiądź. Ta opowieść zajmie więcej czasu, no i może Ci się w trakcie zrobić słabo z niedowierzania. 
Niechętnie wykonałam jego polecenie i usiadłam na tej samej kanapie, na której chwilę wcześniej spałam. Starałam się zachować jak największy dystans między naszymi ciałami. Bałam się jego dotyku, który raził mnie pożądaniem. Wziąwszy głębszy wdech, zaczął opowiadać.
- Nie wiem kiedy się urodziłem, nie wiem kiedy powstałem. Nie wiem nawet ile egzystowałem w Innym Wymiarze. Ten Świat ma inny wymiar niż ten, w którym byłem. Czas inaczej płynie w każdym Świecie, który istnieje. Nazwijmy tamto miejsce po prostu Zaświatami. Wielu z nas, którzy tam żyją zostają przenoszeni tutaj by pełnić jakąś funkcję wyznaczoną przez najwyżej postawionego członka wśród naszych kręgów. Ciężko to tak na prawdę ubrać w słowa. Wyobraź sobie.. Państwo. Jest prezydent, premier i cała reszta.
Kiwnęłam głową czując, że wyraz mojej twarzy zdradza to iż mam go za kompletnego głupka. Nie chciało mi się wierzyć w ani jedno jego słowo, ale chciałam go dopuścić do głosu. Widać było po nim, że mówi poważnie. Czy na prawdę istnieją Inne Światy? Chciałabym jakiś odwiedzić.. Ponownie wtargnął swym głosem, wybudzając mnie przy tym z rozmyślania. Skupiłam więc całą swoją uwagę na tym co mówił.
- U nas jest podobnie. Lecz nie ma Prezydenta ani Premiera.. Jest bardziej Lider i jakby jego zastępca. Lider ma wiele obowiązków, może zarządzić Tobą, zdecydować czy tam zostaniesz czy ześle Cię tu byś wypełnił misję powierzoną przez niego. Nie można mu się postawić. Gdy wyda rozkaz musisz go spełnić, w innym wypadku ukarzą czymś, co dla nas w Innym Wymiarze jest najgorszą karą. Nie bez powodu tam jesteśmy. Jesteśmy Aniołami. Akurat jestem Aniołem w stanie reliqua. Tak nazywa się u nas tych, którzy zostają zesłani stamtąd tu. Na ziemię. Można ująć to tak, że jestem upadłym aniołem. Zaś najgorszą dla nas karą jest pozbawienie nas skrzydeł. To nie tylko wstyd i hańba, ale również ogromny ból tak jakbyś w jednym czasie miała ucinane wszystkie cztery kończyny. Ból jest ogromny. Poza nami, Aniołami, istnieją jeszcze inne stwory, dzikie monstra z baśni i legend. Wilkołaki, wampiry, czarownice, mieszańce.. Takich jest pełno, niezliczona ilość. Nieraz z góry widziałem jak niebezpiecznie blisko byłaś w pobliżu wampirów czy wilkołaków. Lider ma także swoich zwolenników wśród mieszkańców tego globu. Czarownice. Są złe i są dobre, te które władają magią Białą i Czarną. Ciebie chroniły te z magią białą, na jego polecenie. Nie pytaj mnie czemu, nigdy nie zdradzał swoich zamiarów a my nie mieliśmy prawa w to wszystko ingerować. Pewnego dnia po prostu stwierdził, że mnie tu ześle. Bym był blisko i w razie niebezpieczeństwa ruszyć Ci z pomocą nawet jeśli sam miałbym przy tym zginąć. 
Urwał a ja wiedziona ciekawością, spytałam szybko chcąc od razu poznać odpowiedź. W międzyczasie w głowie próbowałam ułożyć sobie to wszystko co usłyszałam. Powinnam go wyśmiać i polecić dobrego psychiatryka ale prawda była taka, że mu uwierzyłam. Właściwie ciężko byłoby komukolwiek uwierzyć w istnienie wilkołaków czy wampirów, które przegryzają Twoją tętnicę i sączą z Ciebie krew aż do ostatniego tchnienia. To wszystko było takie nierealne, bajeczne, dziecinne. Czy to możliwe, by wokół mnie chadzały istoty, które płoną w słońcu? Lub te, które podczas pełni zmieniają się w wielkie, włochate bydlę? Wprawdzie wiele słonecznych dni chodziłam w tłumie i nie widziałam nikogo płonącego. Chyba, że te wampiry mieniły się jak w Sadze Zmierzch, albo jeszcze lepiej. Nosiły talizmany jak Ci z Pamiętników Wampirów? Jak tak to mogłam z powodzeniem próbować ich wyłapać wśród kilkudziesięciu innych osób. To tak jak szukanie igły w stogu siana.
- Jak masz na imię? Znam Twoją historię ale nie znam Twojego imienia. 
Uśmiechnął się jednak jego uśmiech nie objął oczu. Wydawał się czymś zasmucony. Po chwili ciszy odparł a w jego głosie dało się usłyszeć jakby wstyd.
- Jared. Jared McSeinten.


***
Więc.. Drugi rozdział napisany. Nie wątpię, że jest kiepski ale mi się podoba :D Właściwie do napisania tego rozdziału natchnęła mnie piosenka, którą wykonała Candice Accola w jednym z odcinków serialu Pamiętniki Wampirów. Może i to dziwne, ale mi pomogło. Miłego czytania i słodkich snów, gdy zaśniecie w trakcie :D ;*

I moje Wężyki, powodzenia w dzisiejszym meczu! :D


,,Od cnoty Gryfonów,
Kretynizmu Puchonów,
i wiedzy o własnej wszechwiedzy Krukonów,
strzeż nas o wielki SLYTHERINIE!"

czwartek, 12 września 2013

Rozdział Pierwszy: Początek.

Dzień był niesamowicie chłodny jak na tę porę roku. Nie pomagało nawet to, że miałam na sobie grubą bluzę i długie spodnie. Wiatr dął tak mocno, że czułam jak moje włosy łopoczą za mną a oczy musiałam mrużyć by piach nie wpadał mi bezustannie do nich. Odgarniając po raz kolejny kosmyki włosów ze swej twarzy zmuszona byłam przymknąć swoje oczy i na wskutek tego zderzyłam się z kimś. Powoli otwierając oczy westchnęłam nieco podirytowana. To był Steve. W ciągu dnia odnajdował mnie kilkakrotnie by choć na chwilę mnie dotknąć czy pogadać, było to nieco natrętne ale wiedziałam czemu tak było. Cofnijmy się do wydarzenia sprzed miesiąca. Do tej pory nie mogłam mu wybaczyć zdrady. Może robiłam wielkie halo o nic bo to w końcu był pocałunek, jednak ja w żadnym calu nie tolerowałam zdrady. Steve dokonał jej z niejaką Alison. Nie znałam jej ale z tego co wyłapywałam chwilami z paplaniny Steve'a była nową uczennicą w tej szkole. Teraz co prawda uczy się tu półtora miesiąca, za Chiny nie potrafię zrozumieć czemu wszyscy tak za nią latają. Owszem, była ładną dziewczyną ale bez przesady, żeby biegać za nią z wywieszonym ozorem, śliniąc się przy tym jak buldog. To zaczęło się chłodnego wieczora, wtedy była organizowana domówka w naszym domu akurat, a jako że urządzał ją rok starszy ode mnie brat to nie miałam nic do gadania. Prawa młodszego rodzeństwa były przerażające. Pamiętam jakby to się wydarzyło wczoraj. Pamiętam, że poszłam do kuchni po więcej napoju, pamiętam dwie postaci poruszające się kiedy ich dłonie błądziły wzajemnie po sobie, pamiętam iż nie mogłam uwierzyć, że to Steve. I to jak się wtedy tłumaczył ,, Ver, to przez alkohol! I to nie ja ją, a ona mnie pocałowała!''. Trele morele. Znałam jego słabość do dziewczyn i mimo iż ze mną był to nie przeszkadzało mu to by bezczelnie gapić się jakiejś Pannie w cycki i niby "przypadkowe" dotknięcie jednego z cycków owej Panny. To było irytujące, w sumie nawet nie wiedziałam dlaczego się z nim związałam. Może urzekło mnie to, że w głębi był fajnym chłopakiem? A może porażająca głębia jego oczu? Lub ten uśmiech? Wariantów było wiele, ale nigdy nie mogłam odgadnąć, który z nich na mnie tak trwale podziałał. Tak więc, mój półtora roczny związek ze Stev'em zakończył się tamtego feralnego dnia. Nienawidzę zatem 31 sierpnia. Moje dość głębokie rozmyślania przerwało chrząknięcie Steve'a.
- Witaj Versace. Długo się nie widzieliśmy..
- Dokładnie dwie godziny.
Wtrąciłam czując nagłe zmęczenie i zirytowanie całym Stev'em. Nie mógł się po prostu odczepić? To nie było przecież takie trudne. Skoro ta Panna mu się dała to niech sobie do niej leci a mnie zostawi w spokoju.. Wracając myślami do zaistniałej sytuacji, zmrużyłam swoje powieki i uniosłam nieco walecznie swoją brodę a następnie rzekłam nieco przesłodzonym tonem głosu.
- Wyświadcz mi przysługę..
Widziałam jak jego oczy zaświeciły się. Proszę, w końcu nieczęsto Versace prosiła go o jakiekolwiek przysługi. Widząc jego zapał aż zrobiło mi się niedobrze, co ja widziałam w tym idiocie? Odparł równie przesłodzonym tonem głosu na co musiałam stłumić odruchy wymiotne.
- Co tylko zechcesz, Ver, dobrze o tym wiesz.
- Świetnie. Wyświadcz mi przysługę i się odwal.
To rzekłszy wyminęłam go i poszłam w kierunku wyznaczonego sobie celu. Potrzebowałam chwili dla siebie, potrzebowałam czegoś ciepłego. Kawy, herbaty bądź czekolady. Chciałam się poczuć jak normalny człowiek, którego jedynym problemem jest bezustannie znikające ciasto ilekroć się je zamówi. Ze szkoły do najbliższej kawiarni miałam jakieś dwadzieścia pięć minut drogi, i nawet to wystarczyło bym piekielnie zmarzła. Znalazłszy się w kawiarni zajęłam miejsce przy oknie i zamówiłam kawę wraz z kawałkiem szarlotki. Z torby wyciągnęłam książkę by rozerwać się jakoś, zrelaksować po tym beznadziejnym dniu. Czas tak szybko mijał, że prawie wyszłam z siebie kiedy usłyszałam kelnera oznajmiającego mi iż zamykają lokal. Rozglądnęłam się wokół i spostrzegłam, że poza mną nie ma nikogo. Odwróciwszy wzrok w kierunku okna wytrzeszczyłam swe oczy.
- O cholera!
Rzekłam aż za głośno i zaczęłam się zbierać do wyjścia czym doprowadziłam kelnera do chichotu. Zapłaciłam banknot za kawę i ciastko i czym prędzej wyszłam z lokalu kierując się w stronę domu. Idąc w szybkim tempie jedną z opustoszałych uliczek, uniosłam wzrok. I wtedy właśnie go zobaczyłam. Stał pod wielką, starą wierzbą płaczącą. No, może nie dosłownie stał, raczej się o nią opierał jakby był zmęczony po długim biegu. Nie mogłam dostrzec w mroku jego twarzy a światło bijące od stojącej nieopodal latarni nie sięgało miejsca, w którym się opierał. Wewnątrz siebie toczyłam bitwę. Podejść czy zignorować i wrócić do domu? Zawsze byłam dla wszystkich pomocna choć charakter mógł sugerować co innego. Przełamując się zrobiłam kilkanaście kroków aż znalazłam się w cieniu ogromnego drzewa. Pokonując swój niezrozumiały lęk, który pojawił się znikąd, spytałam choć wszystko we mnie wrzeszczało: ,,uciekaj!’’.
- Czy wszystko w.. w porządku?
Nieznajomy drgnął jak rażony gromem i powoli, z wahaniem odwrócił się w moją stronę. W mroku dostrzegłam jego oczy, które błyszczały własnym światłem, złotą otoczką, która podsunęła mi na myśl pierścienie, a następnie odezwał się powodując tym samym iż przez moje ciało przeszedł chłodny, niemal lodowaty dreszcz pożądania.
- Versace.. Nic Ci nie jest.
W jego głosie słychać było wyraźnie ulgę a kontury jego ciała jakby nieco opadły. ,,Aha, odpręża się..’’ pomyślałam. Z drugiej strony.. skąd u licha znał moje imię? Przecież nawet się nie przedstawiałam! W dodatku nie mógł mnie znać bo nie znałam nikogo, czyje oczy iskrzyłyby się tą złotą otoczką. Otworzyłam usta by coś powiedzieć lecz nim zdążyłam choćby wyrzec pierwszą literę, odezwał się znów a jego słowa spowodowały, że poczułam jakby ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody w upalny dzień. A kiedy miałam takie uczucie, to zazwyczaj nie wróżyło nic dobrego.
- To i tak nie koniec, to dopiero początek..
Cholera, co on mówił? Że to nie koniec? Że to dopiero początek? Ale jaki początek? Zablokowałam swoim myślom dostęp na zadawanie mi pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Zamiast tego skupiłam się na twarzy nieznajomego i naskoczyłam na niego nieco gwałtownie.
- Słuchaj no, jeśli to jest jakiś głupi kawał to wiedz, że mnie nie wystraszysz.
Nieznajomy wydawał się być zdziwiony, wyrażały to jego oczy, po nich poznałam również, że nieznajomy się uśmiecha. Znów rozległ się jego głos a ja po raz kolejny poczułam lodowaty dreszcz pożądania, który przeszył moje ciało.
- Jesteś dokładnie taka, jak mi opowiadali.. Taka sama, charakter, wszystko..
Wyciągnął dłoń i po chwili poczułam jak jego palce muskają mój policzek. Dotyk był niemal elektryzujący. Dreszcz pożądania wzmógł się a ja za wszelką cenę chciałam go dotknąć, przytulić i nie puszczać nigdy więcej. 
- Musimy Cię teraz chronić. Nie wiem czemu mnie do tego przydzielili, ale skoro tak zrobili to nie mogłem odmówić.
Co u licha? Chronić? Że go przydzielili i kazali mu mnie chronić? Ja nie potrzebowałam ochrony, umiałam sobie doskonale sama poradzić. Nim zdążyłam cokolwiek zrobić poczułam jak grunt osuwa mi się spod stóp a obraz traci na ostrości, zamazując się niewyraźnymi plamami. Kolory zlewały się ze sobą aż w końcu widziałam jedynie ciemność. Ciemność i coś jeszcze. Oczy otoczone złotymi pierścieniami. Potem nic nie pamiętałam ani nie słyszałam, zemdlałam.



***
Dobra. Rozdział pierwszy już jest. Nie wyszedł najpiękniej, moje pisanie ogólnie jest dziwne. Domyślam się, że każdy z was zerknąwszy na tekst pomyśli "lanie wody". W sumie to macie rację :3 

środa, 11 września 2013

Prolog.

I wtedy właśnie go zobaczyłam. Stał pod wielką, starą wierzbą płaczącą. No, może nie dosłownie stał, raczej się o nią opierał jakby był zmęczony po długim biegu. Nie mogłam dostrzec w mroku jego twarzy a światło bijące od stojącej nieopodal latarni nie sięgało miejsca, w którym się opierał. Wewnątrz siebie toczyłam bitwę. Podejść czy zignorować i wrócić do domu? Zawsze byłam dla wszystkich pomocna choć charakter mógł sugerować co innego. Przełamując się zrobiłam kilkanaście kroków aż znalazłam się w cieniu ogromnego drzewa. Pokonując swój niezrozumiały lęk, który pojawił się znikąd, spytałam choć wszystko we mnie wrzeszczało: ,,uciekaj!’’.
- Czy wszystko w.. w porządku?
Nieznajomy drgnął jak rażony gromem i powoli, z wahaniem odwrócił się w moją stronę. W mroku dostrzegłam jego oczy, które błyszczały własnym światłem, złotą otoczką, która podsunęła mi na myśl pierścienie, a następnie odezwał się powodując tym samym iż przez moje ciało przeszedł chłodny, niemal lodowaty dreszcz pożądania.
- Versace.. Nic Ci nie jest.
W jego głosie słychać było wyraźnie ulgę a kontury jego ciała jakby nieco opadły. ,,Aha, odpręża się..’’ pomyślałam. Z drugiej strony.. skąd u licha znał moje imię? Przecież nawet się nie przedstawiałam! W dodatku nie mógł mnie znać bo nie znałam nikogo, czyje oczy iskrzyłyby się tą złotą otoczką. Otworzyłam usta by coś powiedzieć lecz nim zdążyłam choćby wyrzec pierwszą literę, odezwał się znów a jego słowa spowodowały, że poczułam jakby ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody w upalny dzień. A kiedy miałam takie uczucie, to zazwyczaj nie wróżyło nic dobrego.
- To i tak nie koniec, to dopiero początek..



***
Prolog jest. Krótki, dziwny.. ale ja lubię wszystko co dziwne więc looz. W sumie to tego Prologa mogę zadedykować pewnej osóbce, bez której bym w ogóle tego bloga nie ogarnęła. Sądzę, że ta istotka domyśli się jeśli wpiszę jej inicjały. A więc TH dziękuję Ci za pomoc i za to, że znosiłaś moje godzinne marudzenie, haha! 
Kiedyś coś dodam, zobaczycie.

Siemaneczko.

Założyłam bloga, a co! Mimo, iż nie mam zdolności pisarskich to postanowiłam sobie coś pobazgrać na tym badziewnie ozdobionym blogu, haha! Jestem tak strasznym leniem, że aż nie chciało mi się zadbać o estetyczny wygląd tego bloga.. zua ja. Wracając do pierwotnego tematu, pobazgram tutaj sobie coś. Nie wiem jak długo, nie wiem co ile te posty będą się pojawiać.. w zależności od mojej weny, która ostatnio jest kapryśna.. Nie liczę na to, że komuś te bazgroły się spodobają no ale.. Zachcianki trzeba spełniać, niestety, bo spokoju nie dają.. lol, dobra. To by było na tyle bo nie wiem co tu pisać.