Playlista

niedziela, 14 września 2014

Rozdział III: Versace.

Czułam się dziwnie słuchając tych niestworzonych historii, które opowiadał mi nieznajomy. Jednak z każdym słowem wydobywającym się z jego ponętnych ust poznawałam go lepiej. Słuchając o tych aniołach, o skrzydłach, Innym Wymiarze, Zaświatach.. w głowie miałam mętlik. Czy to wszystko na prawdę istnieje? Czy są odległe miejsca we wszechświecie, w których istnieją takie.. majestatyczne istoty jak Anioły? Gdzie to wszystko się mieściło? Prawda, wszechświat jest wielki ale mimo to nie potrafiłam sobie wyobrazić ile jeszcze Innych Wymiarów dałby radę pomieścić. Nigdy dotąd nie zdawałam sobie sprawy, że istnieje ktoś poza naszym gatunkiem, poza ludźmi. Czy ufo też istnieją? Latają wielkim talerzem i porywają ludzi na środku pola zboża, zostawiając jakieś dziwne znaki? Do licha ciężkiego! Przecież to było absurdalne. Nabijał się ze mnie. Kimkolwiek był ten Jared, chamsko się zachował nabijając się ze mnie. Spojrzałam na niego jak na totalnego wariata i wydukała nie bardzo wiedząc co dokładnie wymawiam.
- Nie jesteś Aniołem. Anioły mają skrzydła.
Namiastka uśmiechu błąkająca się w kącikach jego ust przyprawiła mnie o zawrót głowy i przyjemne dreszcze. Gdy wstał, wydawał mi się taki wielki, majestatyczny i wspaniały. To co nastało po tym jak wstał sprawiło, że zaczęłam wierzyć we wszystko. Rozciągnął swoje skrzydła, których objętość była niesamowicie ogromna. Ściany tego pokoju nie były ich w stanie pomieścić, więc trzymał je dziwnie ściśnięte. Były białe, jednak mieniły się też złotą poświatą idealnie komponującą się z jego złotymi pierścieniami wokół źrenic. Bajerancko, miałam swojego Anioła Stróża, czego chcieć więcej? W mojej głowie zaczęły powstawać obrazy, nad którymi zatraciłam całkowitą kontrolę. Mianowicie były to obrazy przedstawiające Jareda, który trzyma mnie w ramionach zamykając nas w kokonie swych skrzydeł, które muskały moją nagą skórę. Otrząsnęłam się ze swych nieczystych myśli, gdy zadał mi pytanie, na którym zmuszona byłam skupić uwagę.
- Teraz mi wierzysz?
Zwinął swoje skrzydła i znów wyglądał jak zwyczajny mężczyzna. To wszystko było szalenie super. Czy jeśli ma skrzydła, to może latać gdziekolwiek chce? Nie ma ograniczeń? Ciekawa byłam jak to było latać na własnych skrzydłach. W życiu tylko raz unosiłam się w powietrzu, mianowicie wtedy kiedy leciałam helikopterem. Ale wiedziałam, że latanie na własnych skrzydłach było najlepszym uczuciem świata. To przecież wolność. Spojrzałam na niego z ukosa i zadałam kolejne pytanie. Do licha, muszę z nimi przystopować.
- Dobra, ale przed czym masz mnie chronić w takim razie? Zesłali Cię tu, ponieważ..?
Uniosłam w górę brwi i w oczekiwaniu jego odpowiedzi, wstałam i przeszłam parę kroków by znaleźć się za nim. Chciałam zobaczyć gdzie znalazły się jego skrzydła. Zauważyłam jak odwrócił głowę i spojrzał przez ramię na moją twarz, odpowiadając przy tym.
- Wytwarzasz niezidentyfikowany dla mnie silny rodzaj energii. Jest czysta, nieskazitelna bez żadnej rysy. Jesteś czysta.
Na jego słowa chciało mi się śmiać. Z braku lepszych odpowiedzi, wyrzekłam pierwsze co mi przyszło na myśl i byłam pewna, że zrobiłam z siebie idiotkę.
- O.. Czysta to ja na pewno nie jestem.. znaczy, mam na myśli..
Zaplątałam się w słowach a mężczyzna zaśmiał się sprawiając tym samym, że poczułam znajome ciepło na swych policzkach, które oznaczało tylko znienawidzone rumieńce. Po jego następnych słowach wybałuszyłam na niego oczy jednocześnie rumieniąc się już całkowicie.
- Powinnaś też wiedzieć, że czytam w myślach. I widzę obrazy.
Do licha ciężkiego!
- I nie mogłeś powiedzieć mi o tym od razu?!
Wybuchłam czując jak otacza mnie jakaś otoczka ochronna. Bardzo cienka, błyszcząca się srebrną poświatą. Mogłam ją też zauważyć. Rozglądnęłam się i nie myliłam się, otaczała mnie jakby chcąc mnie chronić. Spojrzałam na Jareda, którego mina wyrażała całkowite zdumienie. Nie inaczej było z jego wybałuszonymi na mnie oczami, które wyrażały zdumienie i niedowierzanie. Czułam się jak główna atrakcja w cyrku, nie powstrzymało mnie to jednak przed natłokiem pytań.
- Co to jest? Jared, co Ty mi robisz? Co do licha.. Czuję w tym jedynie dobro, czuję jakby zło całego świata nie mogło mnie tu dotknąć.. Co to jest?
Straciłam nad tym kontrolę, o ile jakąś miałam, i błyszcząca na srebrno otoczka zniknęła. Czułam się psychicznie bardzo wyczerpana. Jared długo się zastanawiał nad tym co spytałam. Jego oczy stały się nieobecne, wywracając się tak, że teraz widoczne były jedynie białka jego oczu, które bezustannie drgały. Był to widok tak fascynujący a zarazem straszny, że musiałam odwrócić głowę. Gdy poczułam westchnienie, pozwoliłam sobie spojrzeć na Jareda i zobaczyłam obok inną postać. Odskoczyłam do tyłu jak oparzona czując, że srebrna otoczka znów się pojawia, zupełnie jakby chciała mnie chronić.
- Fascynujące..
Wymruczał nieznajomy, którego głos poraził mnie bardziej niż głos Jareda. Cholera, czy każdy z tych nadprzyrodzonych dupków zakłócających moją pełną problemów egzystencję musiał mnie nawiedzać? Nieznajomy podszedł do mnie a gdy dotknął otoczki, wytrzeszczyłam swoje oczy nie wierząc temu, co właśnie się stało. Gdy jego skóra dotknęła srebrzystej powłoki rozległo się skwierczenie przypalonego mięsa. Sprawiło to, że nieznajomy odskoczył. Miałam ochotę się triumfalnie uśmiechnąć.
- Zdumiewające! Czegoś takiego jeszcze nie widziałem, choć nieraz opowiadano mi historię o tym. Versace Forsythe, jesteś dla mnie ogromną zagadką.
Otoczka zniknęła gdy straciłam koncentrację nad tym co się dzieje. Wówczas nieznajomy podszedł do mnie i jego palce musnęły mój policzek przyprawiając mnie o dreszcze i zawrót głowy. Słyszałam zniecierpliwione i groźnie brzmiące chrząknięcie Jareda, a gdy pojawił się w polu mojego widzenia zauważyłam czającą się złość w jego oczach. Nie podobało mu się to, że nieznajomy mnie dotykał. Odepchnęłam jego rękę i cofnęłam się.
- Nie waż się mnie dotykać, idioto.
Mruknęłam cicho pod nosem a on przekrzywił głowę. Jared uśmiechnął się łobuzersko. Po chwili nie było u już do śmiechu, gdy nieznajomy rozłożył swoje skrzydła. Jego oczy zapłonęły, gdy wypowiadał słowa, po których na moim ciele pojawiła się gęsia skórka.
- Jestem Alexander, Lider Aniołów stojących po stronie dobra w Innym Wymiarze. Okazuję Ci szacunek więc sam na niego zasługuję, młoda damo. Spotkamy się jeszcze, bądź tego pewna.
Po tych słowach zniknął a ja stałam w kompletnym osłupieniu, gapiąc się na pustą przestrzeń gdzie jeszcze chwilę stał Alexander. Nie zdawałam sobie sprawy, że mam otwartą buzię dopóki Jared do mnie nie podszedł i nie uniósł mojego podbródka do góry. Czy ten dzień mógłby się już skończyć? Jak bardzo jeszcze moje życie będzie wywrócone do góry nogami? Chciałam się obudzić z tego snu. Problem w tym, że nie mogłam ponieważ to nie był sen. Cholera!

***
I'm back! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz