Playlista

piątek, 13 września 2013

Rozdział II: Jared.

Gdy się ocknęłam leżałam w bezruchu na czymś miękkim, wyraźnie to czułam. Sofa czy łóżko, cokolwiek to było, tak przyjemnie zapadało się pod moim ciężarem gwarantując totalną wygodę. Nie odważyłam się otworzyć oczu, bałam się co ujrzę. Przed przesłoniętymi powiekami oczyma widziałam wyraźnie obrazy, które ukazywały mi co wydarzyło się chwile temu. A może kilka godzin temu? Nie wiedziałam ile byłam nieprzytomna. Jedyne co mnie interesowało to to czemu ten nieznajomy mężczyzna o pozłacanych oczach miał mnie chronić. I co gorsza: przed czym? To było podstawowe pytanie i chciałam na nie poznać odpowiedź mimo strachu, który kotłował się w moim organizmie. Przełamując bariery, powoli uchyliłam swoje powieki jednak zaraz z powrotem zamknęłam je gwałtownie gdy rażące, białe światło musnęło moje oczy. Spróbowałam raz jeszcze, powoli, ostrożnie by snop jasnego światła ponownie nie przyprawił mnie o ból oczu. Otwierając je szeroko, usiadłam niepewnie i rozglądnęłam się wkoło. Nigdy nie byłam w tym miejscu. Wokół mnie panował nieład typowy dla nastolatka. Tyle, że był nieco inny niż powinien być. Przy ścianie na przeciwko wielkich okien stały dwa regały imponujących rozmiarów a na nich poukładane i porozwalane byle jak najróżniejsze stosy książek. Jestem pewna, że było ich ponad kilka tuzinów. Następne co rzuciło mi się w oczy to wielkie, czarne i lśniące pianino. Było najbardziej zadbane z całego pomieszczenia, dokładnie wyczyszczone. Nawet klawisze połyskiwały swym blaskiem w świetle słońca padającego przez otworzone na oścież wielkie okno. Ostrożnie postawiłam swoje stopy na brązowym głębokim, puchatym dywanie, który idealnie komponował z panelami koloru plażowego piasku i postąpiłam dwa kroki naprzód i gwałtownie się zatrzymałam czując, że ktoś na mnie patrzy. Zagryzając niemal do krwi swoją dolną wargę odwróciłam się powoli domyślając się kogo zobaczę. Nie myliłam się.
- Dzień dobry.
Odezwał się. Nic nie odpowiadając zacisnęłam usta w wąską linię starając się nie myśleć o tym jak nęcący i uwodzicielski jest jego głos. Śledziłam dokładnie jego wolne i ostrożne ruchy gdy niósł mi tacę z posiłkiem. Bomba! Śniadanie do łóżka. Szczerze tego nie znosiłam. Gdy postawił tacę na stole usianym masą najróżniejszych gazet, moja pozycja nie zmieniła się. Wciąż stałam tak samo sztywno z zaciśniętymi non stop wargami. Podszedł powoli do mnie i posłał mi swój zniewalający uśmiech. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego twarz. Był niesamowicie przystojny. Ciężko było mi go opisać. Był po prostu.. Jakby udoskonalony w programie graficznym. Usiadł na kanapie i znów się odezwał, nieco jakby zrezygnowany.
- Żeby mi zaufać, musisz mnie poznać.. Usiądź. Ta opowieść zajmie więcej czasu, no i może Ci się w trakcie zrobić słabo z niedowierzania. 
Niechętnie wykonałam jego polecenie i usiadłam na tej samej kanapie, na której chwilę wcześniej spałam. Starałam się zachować jak największy dystans między naszymi ciałami. Bałam się jego dotyku, który raził mnie pożądaniem. Wziąwszy głębszy wdech, zaczął opowiadać.
- Nie wiem kiedy się urodziłem, nie wiem kiedy powstałem. Nie wiem nawet ile egzystowałem w Innym Wymiarze. Ten Świat ma inny wymiar niż ten, w którym byłem. Czas inaczej płynie w każdym Świecie, który istnieje. Nazwijmy tamto miejsce po prostu Zaświatami. Wielu z nas, którzy tam żyją zostają przenoszeni tutaj by pełnić jakąś funkcję wyznaczoną przez najwyżej postawionego członka wśród naszych kręgów. Ciężko to tak na prawdę ubrać w słowa. Wyobraź sobie.. Państwo. Jest prezydent, premier i cała reszta.
Kiwnęłam głową czując, że wyraz mojej twarzy zdradza to iż mam go za kompletnego głupka. Nie chciało mi się wierzyć w ani jedno jego słowo, ale chciałam go dopuścić do głosu. Widać było po nim, że mówi poważnie. Czy na prawdę istnieją Inne Światy? Chciałabym jakiś odwiedzić.. Ponownie wtargnął swym głosem, wybudzając mnie przy tym z rozmyślania. Skupiłam więc całą swoją uwagę na tym co mówił.
- U nas jest podobnie. Lecz nie ma Prezydenta ani Premiera.. Jest bardziej Lider i jakby jego zastępca. Lider ma wiele obowiązków, może zarządzić Tobą, zdecydować czy tam zostaniesz czy ześle Cię tu byś wypełnił misję powierzoną przez niego. Nie można mu się postawić. Gdy wyda rozkaz musisz go spełnić, w innym wypadku ukarzą czymś, co dla nas w Innym Wymiarze jest najgorszą karą. Nie bez powodu tam jesteśmy. Jesteśmy Aniołami. Akurat jestem Aniołem w stanie reliqua. Tak nazywa się u nas tych, którzy zostają zesłani stamtąd tu. Na ziemię. Można ująć to tak, że jestem upadłym aniołem. Zaś najgorszą dla nas karą jest pozbawienie nas skrzydeł. To nie tylko wstyd i hańba, ale również ogromny ból tak jakbyś w jednym czasie miała ucinane wszystkie cztery kończyny. Ból jest ogromny. Poza nami, Aniołami, istnieją jeszcze inne stwory, dzikie monstra z baśni i legend. Wilkołaki, wampiry, czarownice, mieszańce.. Takich jest pełno, niezliczona ilość. Nieraz z góry widziałem jak niebezpiecznie blisko byłaś w pobliżu wampirów czy wilkołaków. Lider ma także swoich zwolenników wśród mieszkańców tego globu. Czarownice. Są złe i są dobre, te które władają magią Białą i Czarną. Ciebie chroniły te z magią białą, na jego polecenie. Nie pytaj mnie czemu, nigdy nie zdradzał swoich zamiarów a my nie mieliśmy prawa w to wszystko ingerować. Pewnego dnia po prostu stwierdził, że mnie tu ześle. Bym był blisko i w razie niebezpieczeństwa ruszyć Ci z pomocą nawet jeśli sam miałbym przy tym zginąć. 
Urwał a ja wiedziona ciekawością, spytałam szybko chcąc od razu poznać odpowiedź. W międzyczasie w głowie próbowałam ułożyć sobie to wszystko co usłyszałam. Powinnam go wyśmiać i polecić dobrego psychiatryka ale prawda była taka, że mu uwierzyłam. Właściwie ciężko byłoby komukolwiek uwierzyć w istnienie wilkołaków czy wampirów, które przegryzają Twoją tętnicę i sączą z Ciebie krew aż do ostatniego tchnienia. To wszystko było takie nierealne, bajeczne, dziecinne. Czy to możliwe, by wokół mnie chadzały istoty, które płoną w słońcu? Lub te, które podczas pełni zmieniają się w wielkie, włochate bydlę? Wprawdzie wiele słonecznych dni chodziłam w tłumie i nie widziałam nikogo płonącego. Chyba, że te wampiry mieniły się jak w Sadze Zmierzch, albo jeszcze lepiej. Nosiły talizmany jak Ci z Pamiętników Wampirów? Jak tak to mogłam z powodzeniem próbować ich wyłapać wśród kilkudziesięciu innych osób. To tak jak szukanie igły w stogu siana.
- Jak masz na imię? Znam Twoją historię ale nie znam Twojego imienia. 
Uśmiechnął się jednak jego uśmiech nie objął oczu. Wydawał się czymś zasmucony. Po chwili ciszy odparł a w jego głosie dało się usłyszeć jakby wstyd.
- Jared. Jared McSeinten.


***
Więc.. Drugi rozdział napisany. Nie wątpię, że jest kiepski ale mi się podoba :D Właściwie do napisania tego rozdziału natchnęła mnie piosenka, którą wykonała Candice Accola w jednym z odcinków serialu Pamiętniki Wampirów. Może i to dziwne, ale mi pomogło. Miłego czytania i słodkich snów, gdy zaśniecie w trakcie :D ;*

I moje Wężyki, powodzenia w dzisiejszym meczu! :D


,,Od cnoty Gryfonów,
Kretynizmu Puchonów,
i wiedzy o własnej wszechwiedzy Krukonów,
strzeż nas o wielki SLYTHERINIE!"

2 komentarze:

  1. Już w prologu podejrzewałam, że tajemniczy Jared nie będzie zwykłym człowiekiem <3 Podoba mi się to Twoje lanie wody :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no widzę, akcja rozgrywa się spokojnie. Pomału.

    OdpowiedzUsuń